piątek, 24 czerwca 2016

Rozdział II

Percy siedział skulony pod wodą. Cały się trząsł. Dookoła jakby nigdy nic, pływały ławice małych rybek, newzruszone. Oczy w kolorze oceanu teraz miał zapuchnięte i czerwone od stresu. Zastygł tak, niczym figura woskowa ponad dwie godziny temu, ten czas minął mu na próbach wytłumaczenia swojego snu. Przez cały ten czas powtarzał sobie jak mantrę "Kochasz Ann, Nico Cię nie interesuje. Nico to tylko smarkacz. Jesteś zakochany po uszy w Annabeth. Ta wizja się nie ziści." W końcu stwierdził, że najlepszym sposobem będzie po prostu zapomnieć. Nico to był jego przyjaciel, musi pomóc odnaleźć mu się w obozie, a żadne jego urojenia nie mogą zaprzepaścić całych pomysłów Chejrona i reszty. Gdy wyrównał oddech, uspokoił się do reszty, odbił się od dna. Woda sama go uniosła. Wyszedł na swój balkon. Jego koszula była cała mokra. Pomyślał o suchym ubraniu, a woda zeszła z niego niczym stado węży. W oddali dało się słyszeć szczęk stali. Za pewne rozpoczeli właśnie bitwę o sztandar. Percy nie miał najmniejszej ochoty brać w niej udziału, ale powlekł się na miejsce zgrupowania. Po drodze minął Thalię.... no tak, skoro jest ona to na domiar złego są i łowczynie...  gdy doszedł na arenę po obu stronach stali herosi. Łowczyń ani śladu. Przeszukał wzrokiem tłum. Nie znalazł tam Ann, Grovera ani Nica. Gdy lepiej się przyjrzał, zobaczył, że siwy centaur na środku to nie Chejron. Był o zastępowy, trochę starszy Deatrus. Na pytanie o Chejrona burknął tylko w odpowiedzi coś o wielkim domu i o podwyżce. Więc szatyn się tam udał. W drzwiach zastał kłócące się Thalię i Annabeth, co już zwiastowało kłopoty. Dalej, w holu Chejron rozmawiał z Nickiem. Percy podszedł do nich i spytał:
- To o czym nie wiem? - to mówiąc spojrzał z udawaną złością na centaura.
- Kiedy ostatnio widziałeś Clarisse lub Chrisa? Lub braci Hood?
- ... Pod Emire State Building...
- No właśnie. W zeszłym tygodniu wysłałem tę grupę na misję do San Francisco... mogła zająć im najwyżej trzy dni.
- I wraz z Annabeth, oraz Thalią mamy biec im na ratunek? Tak? - centaur skrzywił się, ale w końcu powiedział:
- Tak. Nie pomijaj Grovera i Nica... Nasz uroczy team poszedł na zwiady w okolicach metro. Wyruszycie o wschodzie słońca, jutro. No, a teraz jazda wszyscy odegrać bitwę o sztandar! Czekają na Was! - cały optymistyczny Chejron. Choćby miał przekazać informację o utracie złotego runa, na koniec spróbuje wszystkich pokrzepić.
Cała grupka posłusznie opuściła Wielki Dom. Na arenie wszyscy patrzyli na nich, jak wygłodniałe sępy na stadko zabłąkanych mysz.
- No, dalej! Percy, Nico i Thalia do niebieskich! Grover i Annabeth do czerwonych! Chełmy na łeb. Wszyscy czekają! - raz po raz Deatrus wykrzykiwał rozkazy. Gdy dał znak do rozpoczęcia gry, wszyscy wybiegli. Hałas był porównywalny do całego stada antylop, chociaż co niektórzy prędzej dostaliby rolę bawołów. Percy, Nico i Thalia pobiegli na północ, w kierunku pięści Zeusa, jednak zatrzymali się przed wejściem do boru, ponieważ od bitwy w Labiryncie, nikt tam nie przychodził. Ewentualnie herosi, którzy stracili bliskich... Całym oddziałem dowodziła Thalia. Odkąd wstąpiła do łowczyń Artemidy, stała się ulubienicą Deatrusa, co wcale nie oznacza, że była z tego faktu zadowolona. Jako miejsce sztandaru wybrała wgłębienie w skale. Za stróża wybrała sobie dziewczynę od Afrodyty. Chociaż żywiła niechęć do wszystkich jej dzieci, umiejętność rozkazywania każdemu bez możliwości oporu drugiej strony była całkiem przydatna. Chwilę potem, ustawiła wszystkich, jak pionki na szachwonicy.  Trójkę z domku Aresa, zestawiła wraz z rodzeństwem z domu Demeter. Nie było to najlepsze połączenie, jednak, Percy nie śmiał zaprotestować. Wystarczająco pewna siebie Córka Zeusa, po zostaniu łowczynią, stała się wyśmienitym władcą. Percy'ego i Nica wyrzuciła na sam przód, a chłopaka od Hermesa i dwie dziewczyny od Apolla na tyły. Sama poszła za synami Posejdona i Hadesa. U Annabeth i Kozłonoga sytuacja wyglądała korzystniej. Dowodzącą została Ann, więc Grover mógł być spokojny. Dziewczyna wszystko obmyśliła aż w końcu pogrupowała satyrów z herosami z domku Hermesa, dzieci Nemezis z dziećmi Hekate, a domek Aresa zostawiła w spokoju. Każdemu dała wybór pozycji. Skończyło się na ustawieniu: przód - Ares, tyły - satyrzy i Hermes, ekipa pomocnicza - Nemezis, Hekate i reszta. Annabeth nie byłaby sobą gdyby tego wszystkiego nie zapisała. Gdy posłańcy z każdego oddziału przybiegli do Deatrusa i Chejrona, ten pierwszy zadął w róg. W ułamku sekundy hałas nie był już jak stado antylop i bawołów, a jak tsunami, połączone z chmurami burzowymi. Dzieci Aresa rzuciły się do ataku na oślep. Co poniektórzy krzyczeli: "Za Chrisa! Za Clarisse! Za naszą słodką parkę!", innym udzielił się bitewny nastrój i już nie zwracali uwagi na to co dzieje się poza nimi. Rodzeństwo z domku Demeter odciągało uwagę wroga, co jakiś czas maskując się wśród bliżej nieokreślonych pnączy. Satyrzy grali na przeróżnych piszczałkach, bębenkach oraz dzwonkach, a wojownicy lub wojowniczki je atakujące jakby nigdy nic padały przygniecione przez konary drzew. Przewagę miały tylko córki Afrodyty. Wystarczyło jedno słowo, a kilka satyrów na raz padało jak muchy. Domki Nemezis i Hekate głównie kłóciły się miedzy sobą, jednak wspólnie udało im się ogłuszyć paru zbyt porywczych dzieci Aresa. Annabeth stała przy sztandarze, nasłuchując. Nagle z lewej strony usłyszała szelest. Potem z prawej stłumiony chichot. Podeszła do najbliższych krzaków, i schowała się. W tej samej chwili, poczuła uderzenie w tył głowy i zamgliło się jej przed oczyma...
Bitwa trwała dalej. Thalia wraz z Percy'm coraz dalej zagłębiali się w terytorium wroga, pozostawiając w tyle biednego Grovera, który opadł na ziemię niczym kwiat, chichocząc po kilku słowach Kiery Smith z domku Afrodyty. Po drodze minęli paru synów Hekate i Nemezis bijących się pomiędzy sobą... zgodnie stwierdzili, że nie będą odrywać ich od tak zajmującej bójki. Powoli zaczynali się zastanawiać, czy nie wyszli poza teren bitwy, gdy nagle znaleźli się na małej polance. Po lewej stronie stał wbity czerwony, ponad dwumetrowy sztandar.
- Stój! Na pewno gdzieś w krzakach siedzi ukryty syn Hekate, niemogący się doczekać, gdy rzuci na nas jedno z tych swoich przeklętych zaklęć! - Thalia skarciła Percy'ego już wychylającego się zza drzewa.
- Albo posadę stróża dostał jakiś pierwszoroczniak, który pod wpływem emocji znacznie oddalił się od bazy... Nie ma co tracić czasu. Ubezpieczaj mnie z tyłu... a, napnij łuk. - to mówiąc wybiegł po cichu na polankę i zgarnął sztandar, po czym wrócił do Thalii.
- Jest! Szybko, biegniemy do Chejrona...
Gdy biegli razem, Percy po mału zaczynał się zastanawiać czym takim są karmione Łowczynie Artemidy. Podczas gdy Percy był ledwo w połowie drogi, Thalia już podawała sztandar centaurom. Deatrus ponownie zadął w róg. Z każdej strony lasu zaczęli przybiegać wojownicy i wojowniczki. Biegł również syn Nemezis, dzierżący sztandar niebieskich. Gdy zobaczył Thalię trzymającą sztandar jego drużyny wpadł w osłupienie...
- Ja-jak pokonaliście Chase?
- Panna Annabeth była na straży? - Chejron zapytał tonem dobrego detektywa.
- Tak...
Chejron i Deatrus obrócili się jednocześnie, miażdżąc Percy'ego i Thalię pytającym spojrzeniem, godnym Pana D, gdy zniknie jego fajka.
- Nikogo nie było na straży. Myśleliśmy, że czerwoni dali straż jakiemuś pierwszoroczniakowi, a ten za bardzo się oddalił.
Chejron natychmiast rozkazał Percy'emu pobiec do swojego domku i skontaktować się dzięki tęczy z Annabeth. Ten posłusznie udał się tam z tempem churaganu. Na półeczce (niebieskiej, bo jakże by inaczej) leżała nowa waza z morską wodą, nad którą w mgiełce lśniła ledwo widoczna tęcza. Szatyn wyjął z kieszeni drachmę, wypowiedział prośbę do Iris i rzucił pieniądz. Tęcza zamigotała i... migotała jeszcze przez trzydzieści sekund po czym zgasła. To nie wróżyło nic dobrego. Percy udał się na nowo do Chejrona, który już wraz z Thalią obmyślali jakiś plan. Gdy zauważyli grobową minę szatyna, centaur pokiwał z wolna głową...
- Nie pokazała się. W takim wypadku w obozie mamy nieproszonego gościa. Zwołajcie naradę przy stole do ping-ponga.
Tym razem nie próbował nikogo pokrzepiać. Sprawa była poważna...

Wszyscy dyskutowali już dobrą godzinę. W między czasie domki Nemezis i Hekate darły pomiędzy sobą koty, chłopcy od Aresa puszyli się niczym pawie, mówiąc, że tylko oni nadadzą się do odnalezienia czołowej "słodkiej parki" od Aresa, a dziewczyna od Afrodyty bawiła się piłeczką do tenisa. Cały ten harmider przerwał donośny głos Chejrona:
- Cisza! Pojadą: Thalia, Percy i Nico. Niestety nie może pójść więcej herosów. Taką mamy tradycję.
Nagle dziewczyna od Afrodyty, Nadia, do tej pory zajęta zabawą blatem przemówiła:
- Satyrzy to nie herosi, prawda? - i dalej zaczęła dłubać serca w drewnie. Wzrok większości na niej spoczął, a zdziwiony Deatrus przytaknął. Chejron dopisał jeszcze do listy dwóch satyrów, z czego jednym był Grover i z zadowoleniem oznajmił im, że pojadą. Ich miny pozostawiały wiele do życzenia. Umówiony wyjazd był po godzinie dwudziestej. Thalia miała wszystko ze sobą, więc czekała na resztę pod pawilonem jadalnym. Chwilę później doczołgał się tam Nico, z przewieszoną niewielką torbą z wielkim napisem "Nike", oraz zarzuconą na ramie kurtką pilotką. Gdy w końcu doszedł do nich Percy, burknął tylko:
- Wygląda na to, że dzisiaj nie zamontujemy Twojej zmywarki.
Nico tylko uśmiechnął się pod nosem i zawołali demoniczną taksówkę...

2 komentarze:

  1. Ooo, Thalia, co za miła niespodzianka :D Przypomniały mi się dobre czasy z Klątwy Tytana C:

    Bardzo ładnie i zwięźle opisana bitwa o sztandar :D Ja nie potrafiłbym tak napisać, bo mi słabo idą tego typu rzeczy xD

    Przyczepię się tylko do jednego zdania: "Thalia już w połowie drogi pokonanej przez Percy'ego była u Chejrona." bo to brzmi tak jakby np. Percy przebiegł kilometr a Thalia pół kilometra i już znalazłaby się u Chejrona ;) Wiem co miałaś na myśli i to raczej powinno być "Percy pokonał dopiero połowę drogi, gdy Thalia już znajdowała się u Chejrona" - taka dobra rada ;)

    I czo tu się dzieje z tą Annabeth 0.0

    Pozdrawiam :D
    ~ Will

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bitwę o sztandar opisałam w 5 minut. Ja jestem niezadowolona. Słowo Aresa/Afrodyty itp. Powtarza się tam 1000 razy. Ostatnio zauważyłam również powtórzenia zdanie po zdaniu. Pierwszy raz coś takiego opisywałam, w ogóle mało piszę, więc cieszę się, że opowiadanie jest ok :).
      Zdanie już poprawiam ;). Nie lubię Ann. Może ją uśmiercę... Jednak to chyba byłby zbyt prosty pretekst do zaczęcia Percico. No i niestety ma jakąś tam rolę do odegrania w późniejszych rozdziałach.

      Usuń