czwartek, 8 września 2016

Miniaturka #1 Solangelo

  Po długiej przerwie blogmam nadzieje, odżywa. Ten one - shot pisałam z koleżanką, która dołączyła do mnie, jak widać w poprzednim poście xd. No nic, zapraszam do lektury! :D
Pewnego poranka Will siedział na balkonie i pił swoją poranną kawę. Słońce grzało przyjemnie jego stopy i myśl, że to jego ojciec, sprawiła, że trochę się zmieszał i ubrał buty. Chwilę jeszcze posiedział, gdy nagle poczuł chłód bijący z lewej strony. Od razu wiedział, że obok niego stoi di Angelo. Śmierdział trupem. Will obiecał sobie, że zapewni mu dobry dezodorant, choć zapach zgnilizny go pociągał. Syn Apolla miał tylko nadzieję, że Nico jako syn Hadesa nie grzebie w zmarłych. Choć byłaby to fajna sprawa. Pacjenci których nie udało by się uratować trafiali by prosto do domku Hadesa.
 - Solace. - przywitał się chłodno Nico.
  • Yyy… Nico cześć. Co ty tu robisz?
Di Angelo przewrócił oczyma.
  • Stoję. Nie ogarnięty jesteś jak na lekarza.
  • Dobra nie zgrywaj się - powiedział Will z uśmiechem. - Po co tu przyszedłeś?
Syn Hadesa zwlekał z odpowiedzią. Blondyn dostrzegł w jego oczach ten chwilowy blask, dla którego właśnie znosił zapach Podziemia. Bardzo lubił uszczęśliwiać Nica.
  • “Zachowujesz się jak matka. Przestań, Solace” - pomyślał zakłopotany. Nie umiał oderwać oczu od chłopaka. Jednak w głębi duszy wiedział, że szanse, aby Nico był “taki jak on” są zerowe. Wymienili kilka szybkich zdań. Typowa gadka, aby zatrzymać drugą stronę. A to o pogodzie (pomińmy, że w obozie pogoda była prawie zawsze taka sama), a trochę o sprzęcie do ćwiczeń. Rozmawiali nawet o podwyżkach dla Chejrona. Skończyło się na rozmowie o dzisiejszej bitwie o sztandar. Chejron objaśnił już skład drużyn. Willa za bardzo to nie obchodziło. Ważne było to, że był z Nikiem.
  • W sumie to nie mam co robić przed bitwą. - oznajmił Will mając cichą nadzieję, że Nico zaproponuję jakąś wspólną rozrywkę.
Jednak di Angelo tylko spojrzał na niego kątem oka nieznacznie unosząc kąciki ust.
  • No… wiesz ja też. O już nawet wiem co zrobię.
  • Naprawdę? Co? - Will szczerzył się głupkowato wiedząc, że Nico go gdzieś zaprosi.
  • Chyba pójdę do mojego domku. Sam. No, bo wiesz mieszkam tam sam. Więc pójdę sam.
Twarz Nica była ponura i bezbarwna jak zwykle. Jednak tak naprawdę Nico miał ochotę parsknąć śmiechem na widok miny Willa. Blondyn wyglądał jak szczeniaczek, któremu właśnie dano zabawkę, a następnie brutalnie odebrano. Nagle Nico poczuł coś dziwnego. To… jakby… poczucie winy? Czemu zrobił to Willowi? Nie chciał sprawić mu przykrości. Właściwie to chętnie spędził by czas z synem Apollina (czego nie przyznał by się, nawet będąc torturowanym). Pożałował swojego zachowania co było niecodziennym zjawiskiem.
  • E… to ten tego… może jednak gdzieś pójdziemy? Poćwiczymy? - burknął Nico czując, że jego policzki czerwienieją.
Di Angelo nigdy nie mógł się nadziwić jak szybko może się zmienić twarz Willa. Rozpromieniony Solace chwycił Nica za rękę i wyciągnął na dwór.
  • Hej puszczaj! - zaprotestował syn Hadesa gdy znaleźli się na powietrzu.
  • Spokojnie kumplu Śmierci. - Will wciąż się uśmiechał jednak posłusznie puścił syna Hadesa.
Nico uczynił krok do przodu po czym odwrócił się nagle wbijając wzrok w Willa.
  • Nie. Nazywaj. Mnie. Tak.  
Jasnowłosy uniósł ręce do góry w obronnym geście. Nico ruszył do zbrojowni słysząc za sobą chichot Willa.
  • Niezły jesteś. - wysapał Will, a następnie wyszczerzył się do Nica. - ale i tak wygrałem.
Di Angelo prychnął wzgardliwie. Szczerze on sam był pod wrażeniem ile siły ma syn Apolla. Will zajmował się medycyną, ale walczył niczego sobie. Nico z żalem przyjął porażkę.
Ćwiczyli już około dwóch godzin. W tym czasie syn Hadesa raz wygrywał raz przegrywał jednak mimo swoich zdolności, starszy chłopak zwyciężył.
  • Zgłodniałem. Chyba powinnyśmy już pójść jeść. - Blondyn wyrwał Nica z rozmyśleń.
  • Tak. Racja.
Syn Apolla zdziwił się teatralnie.
  • Niesłychane! Nico, syn Hadesa, władcy podziemi przyznaje mi rację! Czy ktoś to widział?! - zaczął rozglądać się dookoła.
  • Oh zamknij się, Solace.
Will zaczął się śmiać.
  • “Ale on pięknie się śmieje” - pomyślał Nico. Zaraz. Pięknie? Nico ogarnij się najpierw Percy teraz Will?
Syn Hadesa po wyznaniu prawdy synowi Posejdona czuł się niesamowicie. Nareszcie wyzbył się tego ciężaru, a najlepsze było to, że teraz nikt mu się nie podobał. No tak. Oczywiście nie nacieszył się na długo. Na jego twarzy pojawił się dobrze znany Willowi wyraz, jednak starał się grać dobrą miną do złej gry. Will oczywiście to wyczuł i zabrał bruneta na jego ulubione burittos. Nie było to trudne, zważywszy, iż talerze w stołówce napełniały się tym, na co dana osoba miała ochotę. Blondyn jednak postarał się. Poszedł do Chejrona, po czym wrócił z promiennym uśmiechem do Nica wymachując mu zgodą na opuszczenie terenu. Było to całkiem miłe z jego strony, więc Syn Hadesa zgodził się. Knajpka, do której poszli była dość… jakby to nazwać, mało zbadana. Tak, ZBADANA. Ponieważ gdy tylko podeszli do kasjerki po blacie przebiegł szczur. Nico z grzeczności starał się to puścić mimo oczu, z grzeczności. Zamówili po jednym burittos oraz soku pomarańczowym. Obydwaj rzucili się na jedzenie jak wilki. Było pyszne, pomimo słabego wyglądu lokalu. Teraz brunet zrozumiał, czemu Will wybrał ten bar. To było najlepsze burittos na świecie! Will spoglądał w swoje burittos zgłodniałym wzrokiem. Nie, patrzył na… niego. Nico zrobił się cały czerwony i spuścił wzrok. Will wytarł kąciki ust i poszedł zapłacić. Gdy wrócił Nico miał już na sobie swoją kurtkę.
  • Musimy się pośpieszyć. Chejron powiedział, że mamy zdążyć na bitwę.
Nico kiwnął głową.
Droga powrotna minęła im raczej spokojnie. Jakaś zagubiona gorgona, która podawała się za sprzedawczynię waty cukrowej obrzuciła nią Willa i Nica wrzeszcząc, że utopi ich w cukrze, a ich słodkie martwe ciała sprzeda za dobrą cenę. Biznes niczego sobie.
Gdy truchtem wbiegli do obozu (groźby gorgony skłoniły do biegu) wszyscy na nich czekali.
  • No tu jesteście! - Annabeth oddzieliła się od zbitej grupki herosów z drużyny niebieskiej. - czekaliśmy na was. Chodźcie.
  • Ale… - zaczął Will.
  • Jakie “ale”? Musimy wygrać, a musimy jeszcze dopracować strategię.
  • Tak, tak, ale…
  • Prze…
  • Ann! - Will podniósł głos, ale jego twarz się nie zmieniła. Nadal był pogodnym chłopakiem. - nie mamy zbroi.
Annabeth wydawała się zbita z tropu. Obrzuciła ich spojrzeniem i przyznała Willowi rację.
  • Tylko szybko.
Herosom nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Pobiegli razem do zbrojowni.


Kiedy przywdziali zbroję i uzbroili się,  dołączyli do swojej drużyny.
Annabeth właśnie objaśniała wszystkim ich role. Obok niej stał Percy. Gdy zobaczył Willa i Nica wbił wzrok w ziemię. Nica zastanowiła jego reakcja. Miał nadzieję, że Percy nie boi się, że on nadal się w nim kocha. Nagle zorientował się, że ktoś do niego mówi.
  • Halo Nico?
  • Yyy tak?
Zauważył, że wszyscy na niego patrzą. Może z wyjątkiem Percy’ego.
  • Słyszałeś co do Ciebie mówiłam? - zapytała zniecierpliwiona Annabeth.
  • No tak. To znaczy trochę. No dobra nie.
Dziewczyna westchnęła.
  • Ty i Percy biegniecie po flagę z tej strony - wskazała jakieś miejsce na mapce.
  • Jasne.
Gdy tylko odbiegli na taką odległość, by nikt ich nie widział i nie słyszał Nico powiedział z śmiertelną, typową dla niego powagą:
  • Jackson. Rozdzielmy się. Szybciej znajdziemy flagę.
  • Dobrze.
Nico pobiegł na południe, w stronę lasu, a Percy na wschód, w stronę strumienia.
Od kilku miesięcy, konkretniej od spotkania z Erosem, Percy’ego męczyło mnóstwo pytań. Gdy usłyszał, że jego przyjaciel się w nim podkochuje, niemal zerwał z nim kontakt. Nie był tolerancyjny. Wiedział, że to złe, jednak nie potrafił tego zaakceptować. Zdążył już zapomnieć o nękających go myślach, ale gdy zobaczył Nica z Willem poczuł… zazdrość? Sam nie  wiedział. I właśnie tamten moment sprawił, że pytania sprzed roku powróciły. Czy on czuje czegoś do Nica? Nie umiał na to pytanie odpowiedzieć. Choć raczej nie chciał. Za każdym razem starał się myśleć o czymś innym, wmawiał sobie, że jest inaczej. Jednak ostatni sen, w którym nawiedziła go Afrodyta, upewnił go, że się nie mylił. Z zamyślenia wyrwały go (dosłownie) pędy winorośli. To jeden z synów Dionizosa, stwierdził, że fajnie będzie złapać go na całkowitym zamyśleniu. I prawie udałoby mu się to, ale Percy zdążył odrąbać grubsze gałęzie. Zaczął pędzić co sił w nogach. W końcu zgubił swój ogon, ale zorientował się, że wpadł na małą polanę. Na środku stał sztandar. Wybiegł prosto przed siebie i nagle Nico pojawił się obok niego. Percy był oszołomiony przez sekundę, ale zaraz się pozbierał.


Percy próbował się uśmiechnąć choć niezbyt mu to wyszło.
  • Cóż, myślałem, że będzie trudniej. - przyznał Percy.
W następnej chwili powiedzenie “Nie mów hop, póki nie przeskoczysz.” okazało się bardzo trafne.
Za nimi rozległ się złowieszczy śmiech.
  • Ha ha ha ha.
Percy i Nico odwrócili się jak na komendę.
Za nimi stał chuderlawy chłopak. O ile Percy dobrze pamiętał był synem Hermesa.
Syn Posejdona uznał, że jeden chłopak i to jeszcze tak mizerny nie może stanowić kłopotu. Tak. Zapeszył ponownie. Gdy tylko Percy wyjął miecz i postąpił krok do przodu poczuł, że spada. Następnie wylądował na czymś miękkim jak poduszka. Tylko to nie była jedna poduszka. W następnej  chwili usłyszał okrzyk bólu i zorientował się, że to on wydał z siebie okrzyk.
  • Au. Czekaj - Percy słyszał głos Nica nad sobą. Zdał sobie sprawę, że syn Hadesa leży na nim. Zaczął się wiercić niespokojnie.
  • Percy spokojnie. - Nico wygramolił się jakoś z nad Percy’ego.
 Oboje zaczęli rozglądać się po pomieszczeniu, a raczej dziurze w której się znaleźli. Panował tam półmrok. Nad nimi była zamknięta drewniana klapa. Super. A pod…? Percy złapał za jedną z poduszek. Była to poduszka w kształcie różowego jednorożca siedzącego na tęczy z błogim uśmiechem. Percy szybko zauważył, że wszystkie poduszki są tak naprawdę tęczowymi jednorożcami. Aha.
Nico pomasował się po głowie.
  • Jak myślisz kiedy nas wyciągną?
  • Nie mam pojęcia. Mogli by chociaż dać coś do jedzenia - mruknął zielonooki.
Zaczął układać sobie wygodne siedzisko z rogatych koni. Kiedy było mu już wygodnie próbował zachować spokój. Jest w jednym pomieszczeniu z Nikiem. Są sami. Wokół jest pełno tęczy. Nie, nie myśl o tym.
Może nadeszła ta chwila? Ale… Percy sam nie wiedział czy czuje coś do Nica. Dobra… wiedział już, że syn Hadesa mu się podoba.
Syn Posejdona zerknął na ciemną postać Nica wyróżniającą się z pośród kolorów. Ten rozłożył się i przymknął oczy wyraźnie zmęczony po bitwie. Percy uśmiechnął się lekko na ten widok.
W tej chwili Nico podniósł jedną powiekę.
  • Co? - zapytał.
  • Nic. - odpowiedział Jackson. Trochę za szybko.
Nico też to zauważył, bo uniósł jedną brew.
  • Słuchaj Percy ostatnio zachowujesz się dziwnie. O co ci chodzi? Masz coś do mnie?
Zakłopotany syn boga mórz przygryzł wargę. Di Angelo patrzył wyczekująco. Percy odetchnął bezgłośnie. Da radę. Musi.
  • Okej. Powiem ci tylko się nie śmiej. Bo od jakiegoś czasu… hmm… no czuję… coś… do… yyy.... Ciebie. - wykrztusił po czym spalił buraka.
Syn Hadesa otworzył usta ze zdziwienia. Był pewny, że Percy powie coś w stylu “Nie chcę mieć przyjaciela geja.” lub “Czy Ty nadal mnie kochasz, bo ja tego nie akceptuję”.
Jeszcze niedawno zareagował  by na taką informację entuzjazmem i falą radości. Ale nie teraz. Nico pomyślał o Willu. O wszystkich wspomnieniach z nim. Było ich co prawda mniej niż z Percy’m, ale były wyjątkowe. Uśmiechnął się w duchu na wspomnienie miny zmartwionego Willa, typowej miny lekarza martwiącego się o pacjenta. O niego.
  • Nie.
Gdy tylko to powiedział wiedział jak głupio to zabrzmiało. Percy nie zadał mu jakiegoś pytania tylko wyznał mu uczucia. W ogóle co to miało znaczyć. Di Angelo myśl zanim coś powiesz.
  • Percy, sorry, ale nie podobasz mi się już. Powiedziałem ci to. Myślisz, że teraz będę za tobą latał, bo połapałeś się w tym co czujesz? Nie. Za późno.
Nastała niezręczna cisza. Speszony Percy błądził oczami po pułapce. W tym właśnie momencie to musiało się stać.
Nagle z małych otworów w ścianach zaczęły wylatywać karmelki, żelki, fanfary, galaretki, papierowe gwiazdki i inne wycinanki. Lepiej być nie mogło.
Klapa otworzyła się i do środka zaczęły zaglądać roześmiane buzie.

Gdy przybył ratunek, a obu herosów wyciągnięto na zewnątrz każdy z nich mógł we włosach otworzyć sklep ze słodyczami (papierowe zwierzaczki gratis!).
Jednak wszyscy zauważyli, że ofiary żartu nie są w humorze. Postanowili zostawić ich w spokoju i zająć się zabawą w wskakiwanie w cukierkolandię.
Nico wyciągając sobie krówki pozakręcane w jego włosach kierował się o swojego domku kiedy za nim rozległ się śmiech. Od razu go poznał. Powstrzymał się od uśmiechu i odwrócił się.
  • Śmiejesz się ze mnie?
  • Hmm…  tak! To było zabawne. W prawdzie nie wygraliśmy, ale było śmiesznie. Po za tym będą inne bitwy. Następnym razem ich pokonamy! - powiedział Will roześmiany i klepnął Nica w plecy, równając się z nim.
Nico zmarszczył brwi nadal czując, że ma coś we włosach. Zaczął je przeczesywać szukając karmelka. Will zatrzymał się, a Nico razem z nim nadal szukając słodkości.
  • Pomogę ci. - zaoferował Will ze śmiechem.
Stanął na przeciw Nica, a ten zdał sobie sprawę, że jest sporo niższy od Solace’a. Poczuł się nieswojo. Syn Apollina nie czekając na zgodę di Angelo zmierzwił mu włosy. Czując dotyk ciepłych palców Willa Nica ogarnął błogi spokój, a zarazem podniecenie. Poczuł ciarki na plecach.
  • O! I jest. - Will wyciągnął już mocno zmasakrowanego karmelka i odrzucił w krzaki.
Oboje nadal stali w miejscu. Will spojrzał w dół na twarz Nica wyczuwając, że ten patrzy na niego. Syn Hadesa błyskawicznie odwrócił się w inną stronę. Will uśmiechnął się rozczulony. Wpatrując się dłużej w oblicze Nica zauważył, że di Angelo coś się stało. Odsunął się trochę ze zmartwionym wyrazem twarzy.
  • Co jest?
Nico jakby ocknął się z transu. Wzdrygnął się na dźwięk głosu Willa.   
  • Nic… - skłamał. Tak na prawdę myślał o tym, co powiedział mu Percy. Will to wszystko słyszał. Och Bogowie… słyszał to cały obóz. Jednak Solace nie oddalił się od niego. Nie powiedział nawet nic na ten temat. Zachowywał się jak zwykły Will. Zwykły, a jednocześnie niezwykły.  Było to...
I właśnie w tej chwili, wspomniany wyżej blondyn pociągnął Nica z taką siłą w kierunku… bliżej nieokreślonym, że wyrwał go z zamysłu. Po chwili zrozumiał, że jest ciągnięty w stronę swojego domku. Sam nie wiedział, czego chce od niego Will, bo nic nie mówił, ale powlókł się za nim.
U Percy’ego sprawy prezentowały się “nieco” gorzej. Właśnie siedział na przeciw Annabeth.
  • Jak długo już… - głos jej się łamał. - Kiedy odkryłeś, że czujesz coś do Nica?
To nie był jeden z tych momentów, w których Percy mógł powiedzieć, że żartował. Nie.
Annabeth była cała blada i zapłakana. Po raz pierwszy szatyn widział ją w takim stanie. To już nie była ta zawsze zorganizowana, spokojna i opanowana Ann. Dziewczyna wyglądała jakby… Przepraszam, była, na skraju załamania psychicznego.
  • Ja… podejrzewam, że od 7 miesięcy.
Dziewczyna tylko wstała i wyszła, trzaskając drzwiami, a Percy został sam.
“Ty idioto. Kto jest największym dupkiem? Jackson!” - pomyślał.
Aby pomyśleć udał się tam, gdzie mógł to zrobić. Do jeziora.


Will właśnie robił koktajl dla Nica. Kuchnia w domku była bardzo dobrym pomysłem. Nico myślał nad “zapożyczeniem” kilku naczyń z Pawilonu Jadalnego, ale niestety, okazało się, że poza granicami Pawilonu działają jak normalne. Syn Apolla podał mu napój i włączył telewizję  (najnowszy zakup Nica od domku Hermesa. ). Na jednym z tych śmiesznych kanałów śmiertelników był puszczany maraton jakiegoś serialu romantyczno - historycznego. Obydwaj patrzyli się w ekran bez przekonania. Serial opowiadał o jakiejś lasce, która zakochuje się w faraonie, oczywiście z wzajemnością. Mijał im sezon po sezonie. Obydwaj byli zamyśleni. Po chwili Will wyciągnął rękę do Nica i uścisnął ją, jakby się bał, jednak było to niemożliwe przy takim filmie.
  • Emmm… Will, wszystko ok? - spytał zaspany już Nico.
  • Tak. To znaczy nie. Nico, chciałbym Ci coś wyznać. Ja… - patrzył w dół, a jego palce samoistnie bawiły się jego blond włosami. - Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale czuję, że już dłużej z tym nie wytrzymam.
  • Will, o co chodzi, mów.
  • No bo… Tylko proszę, nie mów o tym nikomu. Nico, ja… Ja zadurzyłem się w Tobie.
Brwi Nica zciągnęły  się do siebie. Will bał się, że zaraz trafi do Podziemi, jednak chwilę potem ramiona bruneta zatrząsły się, a Nico wybuchł śmiechem.
“ Nie spodziewałem się po nim tego” - pomyślał Will i bez słowa poszedł powolnym krokiem do drzwi.
W pół kroku coś go zatrzymało. Zobaczył twarz swojego towarzysza. Była w… łzach.
  • Ja też Cię kocham, idioto. - Nico nie czekał zbyt długo, już po chwili ich usta z łączyły się.
Cały świat zwolnił. Will poczuł, że również płacze. Usta bruneta smakowały ziemiście i były chłodne, jednak dla Willa była to najlepsza chwila w życiu. Stali tak, na progu otwartych drzwi trochę za długo. Z zewnątrz dobiegł głośny krzyk i aplauz. Jednak ich w tym magicznym momencie nic nie obchodziło. 

1 komentarz: