Rozdział 1
W obozie Herosów właśnie trwała budowa nad domkiem Nemezis, Hekate, Hadesa oraz innych, do tej pory pominiętych bogów. Annabeth, jako główny projektant domku Hadesa, właśnie objaśniała Nico'wi Di Angelo najnowszą technologię wymyśloną przez Dedala, którą ma zamiar zainstalować w jego kuchni.
- ... i tutaj będzie trzeba poprosić o pomoc imprezowe kucyki... O, Percy! - blondynka widząc syna Posejdona od razu rzuciła mu się w ramiona, na co ten się trochę skrzywił. Ostatnimi czasy dziwiła go nachalność dziewczyny. - Planuję właśnie z Nickiem budowę zmywarki. Może mógłbyś pomóc Chejronowi i jego bandzie, zrobiłbyś to.
Mówiąc to wcisnęła mu do rąk laptop z jarzącym się znakiem Dedala. Na wyświetlaczu było mnóstwo kół zębatych oraz rur, w których płynęła niedbale narysowana woda. Percy spojrzał znad laptopa z powątpiewaniem, ale chwilę później powiedział:
- Dobrze, zawołam może Tysona do pomocy i zabiorę się za to dziś wieczorem, o ile Nico, nie będziesz miał nic przeciwko.
- Jasne, że nie, tylko... jest mały problem, Tyson jest przecież teraz w kuźniach Posejdona, zapomniałeś?
Szatyn tylko westchnął ciężko, i powlókł się w stronę areny. Po drodze minął skończony już, domek Nemezis. Ściany były zrobione z marmuru, obustronne drzwi wysadzane były drobnymi, zielonymi szmaragdami, a przed nimi piętrzyły się dwie kolumny z wężami owiniętymi dookoła. Nemezis nie próżnowała wysyłając dotację na budowę domku. Szedł dalej ciężkim krokiem, kiedy usłyszał skowyt psa. Pobiegł szybko w stronę areny, po drodze gubiąc Orkan, oraz paczkę po zużytych gumach do żucia. Gdy wbiegł przez bramę na wielki plac zobaczył Panią O'Leary w najlepsze żującą, starą już szmacianą zabawkę, wielkości centaura. Jednak coś tu nie pasowało. Ostatnimi czasy ogar przybiegał tylko, gdy potrzebowano go w obozie, a teraz na arenie nie było nikogo. Nikogo, jeśli nie liczyć starej, czarnej szmacianej lalki, zza której po chwili zobaczył parę lśniących, przenikliwych oczu. To był Nico. Musiał przybyć tu za pomocą cienia. Po jego dziecięcej twarzy spływały łzy, a Pani O'Leary zlizywała je raz po raz. Percy przez krótką chwilę zastanawiał się co zrobić, ale w końcu podbiegł do obydwu. Nic nie mówiąc ostrożnie podszedł do Nica. Ten zdawał się nieobecny...
- Nico...
- Odejdź! - wrzasnął przez łzy. - No już! - to mówiąc wyciągnął swój miecz ze stygijskiego żelaza.
Zdziwiony Percy odruchowo sprawdził czy ma Orkan w kieszeni. Była pusta. Ramiona Nica zatrzęsły się i choć próbował ustać, upadł na ziemię. Percy wreszcie zrozumiał, że ten chłopak doznał za dużo cierpienia w ciągu swojego krótkiego życia. Za dużo. Podszedł do niego i opatulił kurtką pilotką porzuconą dwa metry dalej. Nico dalej łkał co jakiś czas powtarzając ciche "Nie..". Siedzieli tam tak długo razem, aż w końcu zapadli w sen...
Grover właśnie nieśpiesznym kozim kłusem biegł w kierunku domku Posejdona.
- Peeercy! Wstaaawaj! Ann i ja nie potrafimy uspokoić imprezowych kucyków! Wypijają nasze piwo korzenne! PEEEERCYY!!! - w końcu satyr zdecydował się wejść oknem, chociaż bardzo nie lubił wody, to piwo korzenne było tego warte. Gdy z wielkim hukiem wpadł na łóżko, okazało się ono puste. Satyr zabeczał i znów rzucił się przez okno w panice. zapominając o drzwiach. Po długich próbach wyjścia z jeziora, gdy wreszcie mu się udało, ujrzał niezadowoloną twarz Annabeth.
- Grover... to jest szybko, do cholery?! W takim razie najbliższą zimę spędzisz o suchym pysku! Piwa korzennego już nie ma. Zaraz...
- Gdzie Percy? - Grover wciął się Annabeth w zdanie. - Sam chciałbym to wiedzieć. Wygląda na to, że nie wrócił na noc do domku.
Ann wyglądała jakby ją piorun strzelił. Jej oczy przybrały burzowy kolor i od razu pobiegła do Chejrona, po drodze zahaczając o domek Afrodyty. Na szczęście nie znalazła go tam. Gdy dobiegła do miejsca zebrania centaurów, zwinnym ruchem przecisnęła się do Chejrona.
- Chejronie, wiesz gdzie podział się Percy? Nie ma go nad jeziorem kajakowym.
- Hmm... Weź Grovera i sprawdź w Wilekim Domu, na polach truskawek i może na arenie.
To słysząc, już spokojnym krokiem poszła w stronę Wielkiego Domu...
Percy obudził się w miejscu, które bardzo przypominało plażę nad rzeką Styks. Nie, to była ta rzeka. Pare metrów przed nim stała postać w ciemnej todze. Chciał uciec, jednak zamiast tego podszedł do niej. Postać odwróciła się. Był to chłopak, wysoki, ciemne włosy do ramion. Oczy miał podkrążone, a po policzkach spływały łzy. To był sporo starszy Nico Di Angelo.
- Percy... - urwał, i skrył twarz przerażony.
" Co ja tu robię?!" - Percy próbował coś powiedzieć, jednak wiedział, że w snach to nie możliwe. One się po prostu ciągną. Jego nogi samoistnie podeszły do bruneta, podniósł mu głowę do góry i patrzył mu się w oczy przez dłuższą chwilę, po czym jego wargi dotknęły ust Nica. W zgaszonych oczach bruneta dało się widać iskrę nadziei. Percy był oszołomiony na tyle, że obraz zaczął znikać w mroku, teraz stał wraz z Annabeth na pomoście w domku Posejdona. Na jeziorze wiał wiatr, przez co powstawały małe fale, niczym grzywy hippokampów. W oddali dało się słyszeć nawoływania Grovera "Pe-ee-rcy! Pee-eercy!"..
-Percy! Percy! - głos diametralne się zmienił. Teraz był kobiecy, należał do Annabeth.
Gdy otworzył oczy zobaczył twarze: Annabeth, Grovera, Chejrona i jego sennego koszmaru, Nica di Angelo. Otrząsnął się. Od razu Annabeth zaczęła go wypytywać.
- Czy wszystko dobrze? Na pewno? Budziliśmy Cię z godzinę...
Percy przytulił Ann i zapewnił wszystkich, że czuje się świetnie, chociaż nie wyglądali na przekonanych, więc wysilił się trochę, i obdarzył ich bladym uśmiechem. Gdy się rozeszli, pobiegł do swojego domku, po czym wskoczył do jeziora...
Szatyn tylko westchnął ciężko, i powlókł się w stronę areny. Po drodze minął skończony już, domek Nemezis. Ściany były zrobione z marmuru, obustronne drzwi wysadzane były drobnymi, zielonymi szmaragdami, a przed nimi piętrzyły się dwie kolumny z wężami owiniętymi dookoła. Nemezis nie próżnowała wysyłając dotację na budowę domku. Szedł dalej ciężkim krokiem, kiedy usłyszał skowyt psa. Pobiegł szybko w stronę areny, po drodze gubiąc Orkan, oraz paczkę po zużytych gumach do żucia. Gdy wbiegł przez bramę na wielki plac zobaczył Panią O'Leary w najlepsze żującą, starą już szmacianą zabawkę, wielkości centaura. Jednak coś tu nie pasowało. Ostatnimi czasy ogar przybiegał tylko, gdy potrzebowano go w obozie, a teraz na arenie nie było nikogo. Nikogo, jeśli nie liczyć starej, czarnej szmacianej lalki, zza której po chwili zobaczył parę lśniących, przenikliwych oczu. To był Nico. Musiał przybyć tu za pomocą cienia. Po jego dziecięcej twarzy spływały łzy, a Pani O'Leary zlizywała je raz po raz. Percy przez krótką chwilę zastanawiał się co zrobić, ale w końcu podbiegł do obydwu. Nic nie mówiąc ostrożnie podszedł do Nica. Ten zdawał się nieobecny...
- Nico...
- Odejdź! - wrzasnął przez łzy. - No już! - to mówiąc wyciągnął swój miecz ze stygijskiego żelaza.
Zdziwiony Percy odruchowo sprawdził czy ma Orkan w kieszeni. Była pusta. Ramiona Nica zatrzęsły się i choć próbował ustać, upadł na ziemię. Percy wreszcie zrozumiał, że ten chłopak doznał za dużo cierpienia w ciągu swojego krótkiego życia. Za dużo. Podszedł do niego i opatulił kurtką pilotką porzuconą dwa metry dalej. Nico dalej łkał co jakiś czas powtarzając ciche "Nie..". Siedzieli tam tak długo razem, aż w końcu zapadli w sen...
Grover właśnie nieśpiesznym kozim kłusem biegł w kierunku domku Posejdona.
- Peeercy! Wstaaawaj! Ann i ja nie potrafimy uspokoić imprezowych kucyków! Wypijają nasze piwo korzenne! PEEEERCYY!!! - w końcu satyr zdecydował się wejść oknem, chociaż bardzo nie lubił wody, to piwo korzenne było tego warte. Gdy z wielkim hukiem wpadł na łóżko, okazało się ono puste. Satyr zabeczał i znów rzucił się przez okno w panice. zapominając o drzwiach. Po długich próbach wyjścia z jeziora, gdy wreszcie mu się udało, ujrzał niezadowoloną twarz Annabeth.
- Grover... to jest szybko, do cholery?! W takim razie najbliższą zimę spędzisz o suchym pysku! Piwa korzennego już nie ma. Zaraz...
- Gdzie Percy? - Grover wciął się Annabeth w zdanie. - Sam chciałbym to wiedzieć. Wygląda na to, że nie wrócił na noc do domku.
Ann wyglądała jakby ją piorun strzelił. Jej oczy przybrały burzowy kolor i od razu pobiegła do Chejrona, po drodze zahaczając o domek Afrodyty. Na szczęście nie znalazła go tam. Gdy dobiegła do miejsca zebrania centaurów, zwinnym ruchem przecisnęła się do Chejrona.
- Chejronie, wiesz gdzie podział się Percy? Nie ma go nad jeziorem kajakowym.
- Hmm... Weź Grovera i sprawdź w Wilekim Domu, na polach truskawek i może na arenie.
To słysząc, już spokojnym krokiem poszła w stronę Wielkiego Domu...
Percy obudził się w miejscu, które bardzo przypominało plażę nad rzeką Styks. Nie, to była ta rzeka. Pare metrów przed nim stała postać w ciemnej todze. Chciał uciec, jednak zamiast tego podszedł do niej. Postać odwróciła się. Był to chłopak, wysoki, ciemne włosy do ramion. Oczy miał podkrążone, a po policzkach spływały łzy. To był sporo starszy Nico Di Angelo.
- Percy... - urwał, i skrył twarz przerażony.
" Co ja tu robię?!" - Percy próbował coś powiedzieć, jednak wiedział, że w snach to nie możliwe. One się po prostu ciągną. Jego nogi samoistnie podeszły do bruneta, podniósł mu głowę do góry i patrzył mu się w oczy przez dłuższą chwilę, po czym jego wargi dotknęły ust Nica. W zgaszonych oczach bruneta dało się widać iskrę nadziei. Percy był oszołomiony na tyle, że obraz zaczął znikać w mroku, teraz stał wraz z Annabeth na pomoście w domku Posejdona. Na jeziorze wiał wiatr, przez co powstawały małe fale, niczym grzywy hippokampów. W oddali dało się słyszeć nawoływania Grovera "Pe-ee-rcy! Pee-eercy!"..
-Percy! Percy! - głos diametralne się zmienił. Teraz był kobiecy, należał do Annabeth.
Gdy otworzył oczy zobaczył twarze: Annabeth, Grovera, Chejrona i jego sennego koszmaru, Nica di Angelo. Otrząsnął się. Od razu Annabeth zaczęła go wypytywać.
- Czy wszystko dobrze? Na pewno? Budziliśmy Cię z godzinę...
Percy przytulił Ann i zapewnił wszystkich, że czuje się świetnie, chociaż nie wyglądali na przekonanych, więc wysilił się trochę, i obdarzył ich bladym uśmiechem. Gdy się rozeszli, pobiegł do swojego domku, po czym wskoczył do jeziora...
Kiedy next...? :D pisz dalej! Zapowiada sie fajne!
OdpowiedzUsuńby Akkarat ;)
Już jest, a dzisiaj dodałam początek zupełnie innej historii :)
UsuńPERCICO! <3
OdpowiedzUsuńWidzę, że piszesz kontynuację zaraz po wydarzeniach z Ostatniego Olimpijczyka :) Zwykle ludzie piszę kontynuację z Olimpijskich Herosów, więc ty widzę oryginalnie :D
Następnym razem rozpisz się bardziej przy pocałunku i przy chwilach erotycznych (których na pewno nie zabraknie :D). To jest ważne, by rozbudować tę scenę, a nie kończąc w jednym zdaniu ;)
A tak to super :D
Pozdrawiam i OBSERWUJĘ ;)
~ Will
Ojej, dziękuję ^^. Jednak tak miało być :p. Percy był wtedy zdezorientowany, więc tylko tyle. Ta sama scenka będzie w jakimś odległym rozdziale, ale inaczej opisana. Dziwne plany, wiem... Wielkie dzięki, że zajrzałeś tu, nie liczyłam na to. Przez Twojego bloga ominęłam dwa przystanki autobusowe :'). Jak to żałośnie brzmi...
UsuńRównież pozdrawiam, obserwuję itp. No i... dużo weny życzę, bo już doczytuję Twój fanfick :').